Uśmiechnęłam się lekko do mężczyzny siedzącego za biurkiem - był młodszy niż w moich wyobrażeniach.
-Dzień Dobry -wypowiedziałam czekając aż mnie zauważy.
Od trzech dni chodziłam od spotkania do spotkania. Od firmy do firmy i jak na razie nie było żadnego odzewu.
-Dzień Dobry -odpowiedział wstając jakby dopiero spostrzegł, że weszłam do gabinetu.
Podszedł z uśmiechem podając mi rękę
-Pani Abigail Evans jak mniemam.
-Pan Gregory Filips.
-Dokładnie proszę usiąść -wskazał fotel przy szklanym stoliku.
-Dziękuję -odpowiedziałam siadając we wskazanym miejscu.
O dziwo wyszłam zadowolona jak jeszcze z żadnej z odwiedzanych firm.
Poprawiłam białą bluzkę oraz marynarkę i spojrzałam na zegarek. Wsiadłam do swojego audi A3 koloru czarnego i po chwili włączyłam się do ruchu.
Zaparkowałam przed agencją reklamową -jedynej na liście możliwych prac -wzięłam torebkę z fotela obok zamknęłam samochód i ruszyłam do wejścia.
Na holu było wielkie lustro. Przyjrzałam się swojej sylwetce. Szpilki dodawały mi trochę wzrostu dzięki czemu teraz miałam metr osiemdziesiąt, czarne opięte spodnie podkreślały moje nogi biała bluzka i czarna marynarka z ¾ rękawami dodały uroku dzięki czemu mój strój był dość elegancki. Czarna torebka teraz swobodnie zwisająca na moim ramieniu oraz czarna teczka w dłoniach nadawały mi wyglądu pracowitej kobiety. Uśmiechnęłam się do recepcjonistki odganiając z twarzy włosy, które zostawiłam rozpuszczone.
Niestety panu ważnemu wypadło coś ważnego przez co musiałam na niego poczekać. Jego asystentka z wyraźnym ciążowym brzuchem podała mi kawę z miłym uśmiechem.
Wdałyśmy się w luźną rozmowę dzięki czemu dowiedziałam się, że Anastasia narodzi się już za dwa miesiące a w domu będzie czekał na nią o trzy lata starszy braciszek Patrick.
Kobieta promieniała rozprawiając jaki to z chłopca kochany urwis.
-Przepraszam za spóźnienie -wypowiedział szczupły mężczyzna koło trzydziestki.
Wstałam z szerokim uśmiechem gdyż jego zachowanie troszkę mnie rozbawiło.
-Nic nie szkodzi -odpowiedziałam napotykając jego zielone oczy.
Przeczesał ręką swoje blond włosy odwzajemniając uśmiech.
-zapraszam do gabinetu -powiedział otwierając drzwi -Margaret jeśli mogłabyś zrobić mi kawę będę bardzo wdzięczny.
-Oczywiście panie Parker -odpowiedziała wychodząc zza biurka i zabierając moją filiżankę.
-dziękuję za kawę i rozmowę Margaret -wypowiedziałam ruszając do gabinetu.
Ten był dość jasny i duży.
W pomieszczeniu znajdował się stół ze sześcioma krzesłami oraz biurko zawalone papierami -na nim stała ramka ze zdjęciem pana Parkera i jego... partnera.
Nie myślcie sobie - nie mam nic przeciw homoseksualistom! Nawet wspieram ich w tym aby wyszli z ukrycia.
Zasiadłam na fotelu pan Thomas usiadł na przeciw. Wyjął coś ze swojej torby i wyjął na stół kładąc na tym swoje dłonie. Dopiero teraz dostrzegłam obrączkę.
Uśmiechnęłam się do niego mile podając swoje cv - wyobraźcie sobie, że mimo mojej kurewskiej- że tak opiszę -kariery miałam czas również na edukację.
Przejrzał ją pobieżnie.
Po piętnastu minutach rozmowy obiecał zadzwonić jutro.
Wyszłam zadowolona - na dziś koniec spotkań.
Nagle rozdzwonił się mój telefon. Wsiadłam do samochodu odbierając.
-Słucham?
-Abi jakiś koleś chcę się z tobą umówić za nie złą kasę
-Vanessa czy ja przypadkiem nie mówiłam, że...
-Chyba źle się wyraziłam. On nie chcę seksu. Zapłaci dwadzieścia pięć tysięcy za to, że zjesz z nim obiad. -jak na zawołanie zaburczało mi w brzuchu.
-O której i gdzie? -zapytałam odpalając samochód.
***
Tak po pół godzinnej podróży znalazłam się na parkingu restauracji spóźniona o pięć minut.
Ruszyłam szybkim krokiem do środka po drodze wkładając kluczyki od samochodu do torebki.
Przedstawiłam się kelnerowi przy wejściu a ten ruszył do danego stolika. Po drodze rozejrzałam się - ta restauracja nie należała do tanich.
Dzięki bogu za moje formalne ubranie.
Gdy kelner zaprowadził mnie do stolika ten był pusty.
Zasiadłam na kanapie zdziwiona.
-Oh... Już jesteś. Witaj Abigail.
Podniosłam wzrok i napotkałam dobrze mi już znane szaro-zielone oczy.
-Witaj Philipie. Cóż za niespodzianka. -odpowiedziałam wstając.
Mężczyzna pocałował mnie w policzek i usiadł na przeciwko.
-Gdy ostatnim razem się widzieliśmy sądziłem, że zajmiesz się czymś lepszym niż to...
-Dobrze znasz moją domową sytuację. Potrzebowałam szybko coś znaleźć, ale nie martw się już znalazłam inną pracę. Opowiadaj co po roku skłoniło cię do powrotu i spotkania ze mną.
-Wróciłem bo się uspokoiło. Co do spotkania zwyczajnie się za tobą stęskniłem -wzruszył ramionami.
Mimowolnie uśmiechnęłam się na ten gest -zawsze czynił go gdy był nie pewny.
-Mnie również cię brakowało -odpowiedziałam kładąc swoją rękę na jego.
Rozmawialiśmy długo smakując dania w restauracji.
Opowiedziałam mu o wszystkim z tego roku nie pomijając spotkania z Davidem i naszej rozmowy a on opowiedział mi co się z nim działo przez ostatni rok.
Po obiedzie przeszliśmy się nad rzekę gdzie też zjedliśmy kolację. W końcu zaprosił mnie do swojego nowego domu. Nie miał tego charakteru co willa jednak również był duży i mroził dech w piersi. Po przekroczeniu progu przywitała nas Blika czyli owczarek niemiecki, który skakał wokół nas merdając ogonem.
Rozmawialiśmy aż do trzeciej. Później zaprowadził mnie do jednej z sypialni w której pozwolił mnie się rozgościć. Wzięłam długą kąpiel po czym założyłam na siebie jedną koszulek Philipa- na mnie wyglądała jak kusa sukienka.
Nie musiałam czekać na sen gdy tylko przyłożyłam głowę do poduszki ten nadszedł.
***
Obudziłam się gdy słońce było już wysoko na niebie. Dopadłam telefonu ten wskazywał dwunastą.
Ruszyłam do łazienki. Dzięki kobiecej naturze miałam wszystko czego potrzebowałam do porannego ogarnięcia się.
Założyłam wczorajsze ubranie. Zrobiłam delikatny makijaż i ruszyłam do kuchni uprzednio poprawiając łóżko i zabierając wszystko ze sobą.
Jak mogłam się spodziewać właściciel domu już nie spał i siedział przy laptopie coś pisząc.
-Dzień dobry -powiedziałam siadając na przeciw niego.
-Dzień dobry -odpowiedział odkładając urządzenie na bok.
Zawsze tak robił. Uśmiechnęłam się wspominając dwa wspólnie spędzone lata.
-Zapewne chciałbyś coś zjeść, hm?-zapytał a mnie zaburczało w brzuchu
-Chyba masz odpowiedź -powiedziałam po czym obaj się roześmieliśmy.
Po pięciu minutach stanął przede mną talerz z goframi bitą śmietaną i owocami leśnymi oraz kubek kawy.
-smacznego. -powiedział z uśmiechem.
-Przytyje przez ciebie -powiedziałam rozbawiona
-mnie to nie przeszkadza -odpowiedział.
Po jedzeniu i krótkiej rozmowie oraz wymienieniu się numerami ja wróciłam do domu a Philip pojechał do pracy.
Miałam ochotę na czyjeś towarzystwo.
Jednak przyjaciół już dawno się wyzbyłam, mama była w pracy, chłopcy w szkole a z pseudo koleżankami nie miałam ochoty się widzieć.
Ruszyłam do łazienki i po krótkiej kąpieli założyłam na siebie jasne jeansy, różową koszulkę z dekoltem.
Spięłam włosy w kucyk i Zasiadłam przed laptopem.
Nagle mnie olśniło.
Wyciągnęłam małą karteczkę z portfela i wystukałam numer z niej w telefonie po czym wykonałam połączenie...
Jeden sygnał, drugi, trzeci
-David Lionheart, słucham -usłyszałam znajomy głos.
-Cześć z tej strony Abi, pamiętasz mnie jeszcze?
-Dzień Dobry -wypowiedziałam czekając aż mnie zauważy.
Od trzech dni chodziłam od spotkania do spotkania. Od firmy do firmy i jak na razie nie było żadnego odzewu.
-Dzień Dobry -odpowiedział wstając jakby dopiero spostrzegł, że weszłam do gabinetu.
Podszedł z uśmiechem podając mi rękę
-Pani Abigail Evans jak mniemam.
-Pan Gregory Filips.
-Dokładnie proszę usiąść -wskazał fotel przy szklanym stoliku.
-Dziękuję -odpowiedziałam siadając we wskazanym miejscu.
O dziwo wyszłam zadowolona jak jeszcze z żadnej z odwiedzanych firm.
Poprawiłam białą bluzkę oraz marynarkę i spojrzałam na zegarek. Wsiadłam do swojego audi A3 koloru czarnego i po chwili włączyłam się do ruchu.
Zaparkowałam przed agencją reklamową -jedynej na liście możliwych prac -wzięłam torebkę z fotela obok zamknęłam samochód i ruszyłam do wejścia.
Na holu było wielkie lustro. Przyjrzałam się swojej sylwetce. Szpilki dodawały mi trochę wzrostu dzięki czemu teraz miałam metr osiemdziesiąt, czarne opięte spodnie podkreślały moje nogi biała bluzka i czarna marynarka z ¾ rękawami dodały uroku dzięki czemu mój strój był dość elegancki. Czarna torebka teraz swobodnie zwisająca na moim ramieniu oraz czarna teczka w dłoniach nadawały mi wyglądu pracowitej kobiety. Uśmiechnęłam się do recepcjonistki odganiając z twarzy włosy, które zostawiłam rozpuszczone.
Niestety panu ważnemu wypadło coś ważnego przez co musiałam na niego poczekać. Jego asystentka z wyraźnym ciążowym brzuchem podała mi kawę z miłym uśmiechem.
Wdałyśmy się w luźną rozmowę dzięki czemu dowiedziałam się, że Anastasia narodzi się już za dwa miesiące a w domu będzie czekał na nią o trzy lata starszy braciszek Patrick.
Kobieta promieniała rozprawiając jaki to z chłopca kochany urwis.
-Przepraszam za spóźnienie -wypowiedział szczupły mężczyzna koło trzydziestki.
Wstałam z szerokim uśmiechem gdyż jego zachowanie troszkę mnie rozbawiło.
-Nic nie szkodzi -odpowiedziałam napotykając jego zielone oczy.
Przeczesał ręką swoje blond włosy odwzajemniając uśmiech.
-zapraszam do gabinetu -powiedział otwierając drzwi -Margaret jeśli mogłabyś zrobić mi kawę będę bardzo wdzięczny.
-Oczywiście panie Parker -odpowiedziała wychodząc zza biurka i zabierając moją filiżankę.
-dziękuję za kawę i rozmowę Margaret -wypowiedziałam ruszając do gabinetu.
Ten był dość jasny i duży.
W pomieszczeniu znajdował się stół ze sześcioma krzesłami oraz biurko zawalone papierami -na nim stała ramka ze zdjęciem pana Parkera i jego... partnera.
Nie myślcie sobie - nie mam nic przeciw homoseksualistom! Nawet wspieram ich w tym aby wyszli z ukrycia.
Zasiadłam na fotelu pan Thomas usiadł na przeciw. Wyjął coś ze swojej torby i wyjął na stół kładąc na tym swoje dłonie. Dopiero teraz dostrzegłam obrączkę.
Uśmiechnęłam się do niego mile podając swoje cv - wyobraźcie sobie, że mimo mojej kurewskiej- że tak opiszę -kariery miałam czas również na edukację.
Przejrzał ją pobieżnie.
Po piętnastu minutach rozmowy obiecał zadzwonić jutro.
Wyszłam zadowolona - na dziś koniec spotkań.
Nagle rozdzwonił się mój telefon. Wsiadłam do samochodu odbierając.
-Słucham?
-Abi jakiś koleś chcę się z tobą umówić za nie złą kasę
-Vanessa czy ja przypadkiem nie mówiłam, że...
-Chyba źle się wyraziłam. On nie chcę seksu. Zapłaci dwadzieścia pięć tysięcy za to, że zjesz z nim obiad. -jak na zawołanie zaburczało mi w brzuchu.
-O której i gdzie? -zapytałam odpalając samochód.
***
Tak po pół godzinnej podróży znalazłam się na parkingu restauracji spóźniona o pięć minut.
Ruszyłam szybkim krokiem do środka po drodze wkładając kluczyki od samochodu do torebki.
Przedstawiłam się kelnerowi przy wejściu a ten ruszył do danego stolika. Po drodze rozejrzałam się - ta restauracja nie należała do tanich.
Dzięki bogu za moje formalne ubranie.
Gdy kelner zaprowadził mnie do stolika ten był pusty.
Zasiadłam na kanapie zdziwiona.
-Oh... Już jesteś. Witaj Abigail.
Podniosłam wzrok i napotkałam dobrze mi już znane szaro-zielone oczy.
-Witaj Philipie. Cóż za niespodzianka. -odpowiedziałam wstając.
Mężczyzna pocałował mnie w policzek i usiadł na przeciwko.
-Gdy ostatnim razem się widzieliśmy sądziłem, że zajmiesz się czymś lepszym niż to...
-Dobrze znasz moją domową sytuację. Potrzebowałam szybko coś znaleźć, ale nie martw się już znalazłam inną pracę. Opowiadaj co po roku skłoniło cię do powrotu i spotkania ze mną.
-Wróciłem bo się uspokoiło. Co do spotkania zwyczajnie się za tobą stęskniłem -wzruszył ramionami.
Mimowolnie uśmiechnęłam się na ten gest -zawsze czynił go gdy był nie pewny.
-Mnie również cię brakowało -odpowiedziałam kładąc swoją rękę na jego.
Rozmawialiśmy długo smakując dania w restauracji.
Opowiedziałam mu o wszystkim z tego roku nie pomijając spotkania z Davidem i naszej rozmowy a on opowiedział mi co się z nim działo przez ostatni rok.
Po obiedzie przeszliśmy się nad rzekę gdzie też zjedliśmy kolację. W końcu zaprosił mnie do swojego nowego domu. Nie miał tego charakteru co willa jednak również był duży i mroził dech w piersi. Po przekroczeniu progu przywitała nas Blika czyli owczarek niemiecki, który skakał wokół nas merdając ogonem.
Rozmawialiśmy aż do trzeciej. Później zaprowadził mnie do jednej z sypialni w której pozwolił mnie się rozgościć. Wzięłam długą kąpiel po czym założyłam na siebie jedną koszulek Philipa- na mnie wyglądała jak kusa sukienka.
Nie musiałam czekać na sen gdy tylko przyłożyłam głowę do poduszki ten nadszedł.
***
Obudziłam się gdy słońce było już wysoko na niebie. Dopadłam telefonu ten wskazywał dwunastą.
Ruszyłam do łazienki. Dzięki kobiecej naturze miałam wszystko czego potrzebowałam do porannego ogarnięcia się.
Założyłam wczorajsze ubranie. Zrobiłam delikatny makijaż i ruszyłam do kuchni uprzednio poprawiając łóżko i zabierając wszystko ze sobą.
Jak mogłam się spodziewać właściciel domu już nie spał i siedział przy laptopie coś pisząc.
-Dzień dobry -powiedziałam siadając na przeciw niego.
-Dzień dobry -odpowiedział odkładając urządzenie na bok.
Zawsze tak robił. Uśmiechnęłam się wspominając dwa wspólnie spędzone lata.
-Zapewne chciałbyś coś zjeść, hm?-zapytał a mnie zaburczało w brzuchu
-Chyba masz odpowiedź -powiedziałam po czym obaj się roześmieliśmy.
Po pięciu minutach stanął przede mną talerz z goframi bitą śmietaną i owocami leśnymi oraz kubek kawy.
-smacznego. -powiedział z uśmiechem.
-Przytyje przez ciebie -powiedziałam rozbawiona
-mnie to nie przeszkadza -odpowiedział.
Po jedzeniu i krótkiej rozmowie oraz wymienieniu się numerami ja wróciłam do domu a Philip pojechał do pracy.
Miałam ochotę na czyjeś towarzystwo.
Jednak przyjaciół już dawno się wyzbyłam, mama była w pracy, chłopcy w szkole a z pseudo koleżankami nie miałam ochoty się widzieć.
Ruszyłam do łazienki i po krótkiej kąpieli założyłam na siebie jasne jeansy, różową koszulkę z dekoltem.
Spięłam włosy w kucyk i Zasiadłam przed laptopem.
Nagle mnie olśniło.
Wyciągnęłam małą karteczkę z portfela i wystukałam numer z niej w telefonie po czym wykonałam połączenie...
Jeden sygnał, drugi, trzeci
-David Lionheart, słucham -usłyszałam znajomy głos.
-Cześć z tej strony Abi, pamiętasz mnie jeszcze?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz